Najwyższa pora odpalić Wątłego starucha!
(yyyyy.... yyyyy..yyyyprpr... yyyprprprpr tu... yyyprprprprprtu tu tu tu tu tu!!!!)
Po miesiącach wzmożonej pracy, przyszedł w końcu czas na małe "dychnięcie".
Podsumowanie działań w flesz-expres-skrócie-biegowym-bucie: Jakimś nieziemskim cudem plan został zrealizowany w 100%; a mianowicie ryzyko związane z rezygnacją ze studiów opłaciło się i w październiku przekroczę próg PWST we Wrocławiu. Pytanie na ile warto było uciekać z AGH... ale fuks to FUKS! (trzeba też zaznaczyć, że lista podziękowań jest długa, ale to nie tu)
W każdym zrazie:
Przygoda Krakowska była wspaniała! Świetne studia! Interesujący kierunek! Ciekawi ludzie! (tu dla Nich największe pozdrowienia). W tym semestrze udało się również: wygrać sesję kół naukowych, zagrać w Teatralnym Hyde Parku, popływać na basenie i... oczywiście być uczestnikiem przewspaniałego studium wokalno-aktorskiego "farafka"! - jest to bez wątpienia jedna z najlepszych decyzji minionego semestru!
Dzisiaj, wspominkowo.. ale cóż jeśli trochę piasku się przesypało/ wody upłynęło/ kwiatków urosło/ zwiędło/ próchnicy powstało... itd.
Zamieszczam w tym wpisie filmik o Pani Ziucie Zającównie (której wiele zawdzięczam):
I uwaga! ("I uwaga"- nie wiem czy znaczy w tym przypadku brzmi "pozytywnie" czy "negatywnie") Jest na nim fragment (ok. 3:40) wiersza "Y", który - licząc czasem Wątłego Warzywniaka- wrzuciłem tu "niedawno":
http://www.youtube.com/watch?v=KC5ukjORklE
A obecnie- w czasie wakacyjnym- pracuję jako pilot wycieczek.
Często jak mówię:
-Jestem pilotem!
Ludzie reagują:
-Że co? Jak? Latasz?
(potem zaprzeczam i bla bla bla... mówię o co mi chodziło)
Ale po tym roku na tą profesję będę spozierał z podziwem i szacunkiem- niczym na pilota samolotu.
Czemu? A no temu, że w sytuacjach extremalnych (tutaj min. zostawienie pieniędzy w autokarze, zachorowanie na żołądek- efekt tzw. "sraka"- pod Łomnickim szczytem, przyjście godzinę za wcześnie na pociąg z grupą... itd.) ciśnienie potrafi się podnieść do poziomu przeciążeń w kokpicie samolotu!
Nie jest to oczywiście zła praca... ale nie łatwa. Jak we wszystkim, trzeba trochę wprawy.
Daje ona sporo satysfakcji, uczy zorganizowania, kontaktu z drugim (...bądź z 50...) człowiekiem można ludziom zarecytować prozę, przeczytać wiersz- czyli to co lubię!
Słowacka przewodniczka po Orawskim zamku:
- Tu stoi pijanino
- I wojna świętowa
Jakiś turysta:
- Zejście jest tu, wy idźcie a ja będę patrzył wzrokiem!
Ciekawe jest też jak po czesku brzmi "granit"- Žula
I wyobraźcie sobie jaką mamy rocznicę! W 1713 powieszono Janosika za poślednie ziobro na rynku w Liptowskim Mikulaszu!!!
No jaja!!! Żebra!!! Janosiki!!! Rynki!!! 1713!!! 2013!!!
A teraz dla ostudzenia atmosfery, obiecywany obrazek. Inspiracja do tytułu bloga. (już po takim czasie - ponad 2 i pół roku od zał. - wypada zamieścić)
To do zoo - można się wybrać!
Aby Wam w czasie letnim grało pijanino, tylko uważajcie- nie zamieńcie się w Žula!
I żyjcie intensywnie jak Janosik... ale nie koniecznie jak on- 25 lat ;]
yyyprprprprprtu tu tu tu tu tu!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz