piątek, 11 lutego 2011

Nie!!!!!!!! TO jeszcze nie koniec!!!!!!

Witam wszystkich (o ile ktoś jeszcze odwiedzi WW po tak długiej przerwie)
Mam nadzieje, że nie zwątpiliście w mojego bloga... a jeśli tak to trudno się dziwić. Po prostu zaniedbałem. Ale cóż. Takie próby wytrwałości czasem wychodzą nawet na dobre. :)

Dziś opowiem o moim śnie. A opowiem o nim dlatego, że dotyka on niejako spraw jakimi się ostatnio zajmuję. Czyli nauką do matury... ;]


Akcja rozpoczyna się w dzień pisemnej matury z języka polskiego.
Znajduję się w sali komputerowej mojej szkoły. Przy każdym biurku siedzi ktoś z mojej klasy i czeka na arkusz. Kilka nauczycielek stoi pod ścianą i obserwują klasę. W końcu otrzymuję druczek z zadaniami. Od razu otwiera mi się na części pisemnej. Nie pamiętam tematów, ale za to wiem co czułem gdy je przeczytałem. Temat:1 - nie mam zielonego pojęcia Temat:2 - obiło mi się o uszy (pewnie jak sobie coś rysowałem na lekcjach). Nie zdążyłem się dobrze zastanowić i zestresować, gdy poczułem że mi się chce sikać. Tak! Sikać! Do toalety! I nie będąc speszony tym faktem, mówię nauczycielkom  na czym sprawa polega i że potrzebuję wyjść. Wychodząc (nie wiem czemu) zabieram ze sobą arkusz. Kiedy znalazłem się poza klasą stwierdziłem, iż szybciej będzie "to" zrobić w domu. Dlaczego tak??? (Przecież toaleta jest obok sali informatycznej) Chyba jeden pieron wie...
I poszedłem dumnie (z kartą maturalną pod pachą) na nogach do Kościeliska (liceum w Zakopanem).
Nie wiedząc czemu, pomyliłem swój dom ze sklepem "Anna" (nasz największy market we wsi) i tam załatwiłem swą potrzebę. W drodze powrotnej zadałem pytanie jakiemuś przechodniowi odnośnie czegoś z mojej matury. Ot tak się spytałem, lecz niewiele mi pomógł.
Kiedy wróciłem nastała wrzawa wśród pań w komisji ! "Czemu poszedłeś do domu?!" "Dlaczego?! "Jak!?" "Po Co?!" "Warum?!" "なぜ" "Nie możesz już pisać!!!" Jedną z krzyczących nauczycielek była moja  pani od angielskiego, która już nie uczy od roku... Krzyki skończyły się na tym że mogę pisać dalej. Zaznaczyły jednak "to jest nasza dobra wola." Ja zdenerwowany brakiem czasu (do końca pisania zostało 30 min) zrezygnowałem.
Przed klasą opowiadałem komuś o tym całym zdarzeniu i już, już miałem powiedzieć- "i tak tematy były trudne." Aż tu nagle! Niczym przecinak! Wyszedł Paweł Mazur (tu serdeczne pozdrowienia)(trzeba zaznaczyć - miał jeszcze 30 min!!!) i powiedział:
Ale była prosta!

Koniec! ;]

3 komentarze:

  1. hahaha wyobraziłem sobie Rafaczową jak to mówi :D muszę poćwiczyć swoją wyobraźnię bo takie rzeczy dawno mi się nie śniły ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Pani Rafacz... zawsze będę tą znajomość wspominał ciepło... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Janek! Ty skubańcU, przeSen Ci się śnił.Uśmiałem się bardzo

    OdpowiedzUsuń