sobota, 19 lutego 2011

Malolo

Witam! I to serdecznie! 

Zrobiłem sobie "malolo" - po papuasku odpoczynek. Nie uczyniłem dziś nic, co można by nazwać ciężką pracą... no cóż... mogę pocieszyć się tym, że ostatnie dwa dni były bardziej "dorodne"...

Pragnę też zakomunikować o niedawnym zakończeniu kariery przez Lanca Armstronga! 
Uważam go za najlepszego sportowca a już na pewno kolarza! Wygrywał nie tylko w wielkiej pętli, ale i w wyścigach terenowych!

A jak już o kolarzach mowa to może dziś kolaż?
Tak!
Czasem dla przyjemności lubię sobie wykleić kolaż. Taki zwykły. Z gazety.
Zaprezentuję Wam dwa. Nie są to jakieś "dzieła", ale mam do nich sentyment, bo nie istnieją już jako oryginały. Ostały mi się jedynie pamiątkowe zdjęcia. 
Jak zawsze w moich pracach przypominam o  dowolności interpretacyjnej! 
Zapraszam ;]

(klikając w obrazek ujrzymy większy pikczer)





Do zaś!
Karaś! ;]

wtorek, 15 lutego 2011

Stare ale JARE

   Witam ponownie! 
Ostatnio lubię sobie pogrzebać w moich starych tekstach. Jest to czynność bardzo przyjemna! Polecam! 
  Dziś chcę Wam zaprezentować artykuł, który napisałem rok temu. 
Pisałem wtedy do gazetki szkolnej (ach gdzie te czasy... ;] ) na tematy Oceanii i okolic. Mam nadzieję że się spodoba. (a po cichu myślę o wznowieniu serii  "Na Tapczanie..."   na WW)
Zapraszam! ;]

Na Tapczanie przez Oceanię

Pewnego pięknego poranka wstaję, włączam radio i słucham… „Aborygeni nie zgadzają się aby ich najwyższa góra nosiła imię Kościuszki!”
Przecieram zaspane oczy. I wraz z powolnym rozruchu świadomości, zaczynam sobie coś przypominać! Słyszałem o tym w 2007… a wtedy pisano że sprawa wybuchła w 2000, kiedy piszę ten artykuł jest 2010… tania forma reklamy, czy kolejna próba obalenia polskich śladów? A może one nie powinny tam być?! Przecież to ziemia aborygeńska! Żadnych śladów! Czyja ziemia to tego imienia!
   Hmm… ale zaraz, zaraz… zastanówmy się… jest też Mt. Wilhelm w Papui Nowej Gwinei nazwany na cześć Wilhelma II, pasmo gór Bismarcka jak i jego morze, wyspy Salomona, wyspy Cooka…
No tak ale Cook w dużym stopniu Oceanię „zwiedził” a Wilhelm? A Salomon? A Bismarck? A Kościuszko…?! Gdyby tak przeglądnąć  historię krajów Pacyfiku, to okazuje się że ich tam nigdy nie było w n.e. jak i p.n.e.

To co w takim razie robić? Plebiscyt? Konkurs? A może usunąć wszystkie nazwy poczym spytać najstarszego mieszkańca jakby nazwał to i tamto w staro-rdzenno-oceańsku?
Ale na szczęście w rannych audycjach, dobrym zwyczajem, nie dają takich dylematów bez rozwiązania! Przecież jeszcze w głowie sen o biegających po lesie, egipskich posągach miesza się z rzeczywistością…
Ekipa radiowa przepytała górali co sądzą na ten temat.( tak, tak górale o pogodzie, górale o piwie, a teraz o górach australijskich ech… )

-„ Jak to tak można?- wypowiada się jeden- A gdyby ktoś nam wziął krzyż z Giewontu i przetopił? No nie wolno!”

- „Władze Zakopanego proponują, aby Aborygeni przylecieli do Stolicy Tatr. Zapewnimy im ciepły ubiór i wyprowadzimy, na Mały Kozi Wierch w celu nazwania góry jak sobie będą chcieli. Poczym dostaną tabliczkę z nazwą i polecą do domu. Tylko żeby nie „wyganiali” Kościuszki! -Ściszając głos- ale my naprawdę  nic nie zmienimy.”

Jak widać, zawsze jest jakaś rada, aby załagodzić konflikt.
 Póki co,  nazwa góry nie została zmieniona. 
Chociaż nie jest wykluczone, 
że usłyszymy za rok o denerwujących się Aborygenach. 


niedziela, 13 lutego 2011

Myślemy, czyniemy... i o 3 rano wstajemy...



"Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;"



Tak pisał nasz Wieszcz z Czarnolasu.
Trzeba przyznać mu rację... np. fraszką jest to, że dziś wstałem o 3 rano żeby się uczyć... jest 6 15! Super! Przez trzy godziny patrzę przed siebie i kwitnę! 


Ale co tam... w buszu będzie gorzej...
A jak zacząłem już o fraszkach to Wam, drodzy odwiedzający zaprezentuje parę swoich ;]


„Ja wiem!”


   -Krem* jak dżem
  - Wiem!
  - I co?
  -Zjem!


*Tu: do twarzy 
 _______________________________________

 „Ę ą ą ą”

          Idę drogą – krzywą podłogą
    Kłapię nogą – sztywną kłodą
   Widzę plamę – jedną wielką…

  Dziurą! – Jak rurą!
I tylko z dołu
  ę ą ą ą – ą ę ę ę

    _______________________________________________-    

           „Mądry człowiek”

            Mądry człowiek – głupia myśl
           Myśl jest jego…
          
          Głupi człowiek?

_________________________________________________

Dopełnienie powiedzenia:

„Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”

Każdy z nas inaczej siedzi
A jednak tak samo bredzi 


___________________________________________________

„Nie się”

Uderzył Młotek
Upadł Młotek
Leżał Młotek
Podniósł Młotek
A Ty?
Też Młotek? 

____________________________________

I mój ulubiony: 

„Serdeczne odwiedziny”

Przyszedł ksiądz po kolędzie
Usiadł, popatrzył, wstał, poszedł.
Za rok też będzie!






Pozdrawiam! 
I do przeczytania! ;]

piątek, 11 lutego 2011

Nie!!!!!!!! TO jeszcze nie koniec!!!!!!

Witam wszystkich (o ile ktoś jeszcze odwiedzi WW po tak długiej przerwie)
Mam nadzieje, że nie zwątpiliście w mojego bloga... a jeśli tak to trudno się dziwić. Po prostu zaniedbałem. Ale cóż. Takie próby wytrwałości czasem wychodzą nawet na dobre. :)

Dziś opowiem o moim śnie. A opowiem o nim dlatego, że dotyka on niejako spraw jakimi się ostatnio zajmuję. Czyli nauką do matury... ;]


Akcja rozpoczyna się w dzień pisemnej matury z języka polskiego.
Znajduję się w sali komputerowej mojej szkoły. Przy każdym biurku siedzi ktoś z mojej klasy i czeka na arkusz. Kilka nauczycielek stoi pod ścianą i obserwują klasę. W końcu otrzymuję druczek z zadaniami. Od razu otwiera mi się na części pisemnej. Nie pamiętam tematów, ale za to wiem co czułem gdy je przeczytałem. Temat:1 - nie mam zielonego pojęcia Temat:2 - obiło mi się o uszy (pewnie jak sobie coś rysowałem na lekcjach). Nie zdążyłem się dobrze zastanowić i zestresować, gdy poczułem że mi się chce sikać. Tak! Sikać! Do toalety! I nie będąc speszony tym faktem, mówię nauczycielkom  na czym sprawa polega i że potrzebuję wyjść. Wychodząc (nie wiem czemu) zabieram ze sobą arkusz. Kiedy znalazłem się poza klasą stwierdziłem, iż szybciej będzie "to" zrobić w domu. Dlaczego tak??? (Przecież toaleta jest obok sali informatycznej) Chyba jeden pieron wie...
I poszedłem dumnie (z kartą maturalną pod pachą) na nogach do Kościeliska (liceum w Zakopanem).
Nie wiedząc czemu, pomyliłem swój dom ze sklepem "Anna" (nasz największy market we wsi) i tam załatwiłem swą potrzebę. W drodze powrotnej zadałem pytanie jakiemuś przechodniowi odnośnie czegoś z mojej matury. Ot tak się spytałem, lecz niewiele mi pomógł.
Kiedy wróciłem nastała wrzawa wśród pań w komisji ! "Czemu poszedłeś do domu?!" "Dlaczego?! "Jak!?" "Po Co?!" "Warum?!" "なぜ" "Nie możesz już pisać!!!" Jedną z krzyczących nauczycielek była moja  pani od angielskiego, która już nie uczy od roku... Krzyki skończyły się na tym że mogę pisać dalej. Zaznaczyły jednak "to jest nasza dobra wola." Ja zdenerwowany brakiem czasu (do końca pisania zostało 30 min) zrezygnowałem.
Przed klasą opowiadałem komuś o tym całym zdarzeniu i już, już miałem powiedzieć- "i tak tematy były trudne." Aż tu nagle! Niczym przecinak! Wyszedł Paweł Mazur (tu serdeczne pozdrowienia)(trzeba zaznaczyć - miał jeszcze 30 min!!!) i powiedział:
Ale była prosta!

Koniec! ;]