wtorek, 16 października 2012

Forsz na fortepianie...!?

Morgen!

Od jakiegoś czasu mieszkam już w akademiku. (alfa p. 155 - zapraszam.) I tak się szczęśliwie złożyło, że dziele ów pokój- jak przed rokiem- z moim kuzynem. Właśnie siedzi koło mnie i pisząc coś na komputerze śpiewa w różnych tonacjach: "gnam jak szczur, gnam jak szczur, jak szczur gnam, gnam (...)". A przygrywa mu w tle "Tango desperado". Na pewno ten tekst ma jakąś głębszą myśl i w jakimś celu jest nucony.. Ale przenieśmy się jakieś 15 godzin wstecz... Kiedy to nie mogąc zasnąć słyszę nagłe: YYOOBBDDFFFOOOBBB! Podskoczyłem chyba z metr ponad materac. Cóż wydaje takie diaboliczne dźwięki!? Aaa to Władek... uff... DOGO CIE NA FORSZNAFORTEPIANIE! Oho! Zaczyna mówić przez sen! Sekunda nawet nie minęła i trzymałem notatnik z długopisem... FORSZ NA FORTEPIANIE... NIE MA SZANS... - Słyszę nieco wyraźniej, jednocześnie ochoczo notując, czekam na więcej... nic. Tylko YY MNIAM, MNIAM. Szkoda, że nie było dalszego ciągu, ale cóż... jak za to brzmiała wyraźna fraza!
"forsz na fortepianie"- niczym wyzwanie, coś nie do przeskoczenia z jednoczesną nutką zuchwałości i zaraz potem pełne zrezygnowania "nie ma szans".
W każdym razie, po zapisaniu słów udałem się do podobnej krainy w jakiej był już mój sąsiad.
Teraz, gdy siedzę nad zapisaną kartką puszczam wodzę wyobraźni i... co to jest ten pieroński "forsz"?
Pierwsza myśl jaka mi przyszła brzmiała: na pewno jakiś trudny utwór - "forsz"- hmm... może jakieś forte (?) Ale Władek i.... fortepian!? (chciał przecież kiedyś opanować gitarę) Ale Władek i.... fortepian!?!?!  Fakt. Przyznał zaraz potem: "nie ma szans".
Poszedłem dalej; wpisałem do słownika internetowego f-z. Nic... Choć! Światełko w ciemnym akademiku! Słownik podpowiada zmianę z forsz na forsch! Ha! Wedle tłumaczenia: forsch- raźnie. I bez zbędnych gramatycznych przymiarek- "raźnie na fortepianie... nie ma szans".

A zagłębmy się jeszcze bardziej w doliny wyobraźni! Popatrzmy na fortepian jako na wyzwanie, wyzwanie polegające na znanych regułach, regułach jasnych i określonych- no, czarno na białym! No! Ale kiedy dojdzie ów dzikie, obślizłe, brzmieniowo podobne ale nieznajome, tajemnicze i jednak obco brzmiące "forsz". FORSZ! Możemy stwierdzić wszyscy.... mogiła, baba po zakupach, pobite gary, musztarda po obiedzie, pogoda w poniedziałek....  jedną frazą: nie ma szans. I czyż nie jest tak w życiu? Kiedy  znajoma sytuacja zostanie wyrażona w obcobrzmiącym określniku cofamy się w ostatniej chwili, zamiast jakiś czas powalczyć i spróbować rozwiązać problem- grunt pod stopami już znamy co z tego, że nie przeciwnika... a nóż, pod nieznajomym kryje się znajoma przestrzeń w innej perspektywie ukazana(?). Może zamiast forsz będzie forsch. Może.  Wtedy wystarczy tylko raźnie chwycić po nagrodę! ;]






A taki naiwny optymizm mnie chwycił w czasie forschego powrotu do zdrowia. Choć świadom jestem czyhających  forszów. ;]

Skończyłem pisać... a Władek dalej buzuje: "Piernik to jestem ja!" - stwierdził.

Piernik! Pozdro! ;]




1 komentarz:

  1. Janek - Mistrz.
    Czekam na kolejne opisy naszego DS Alfa 155 pokoju.

    Piernik to jestem ja :)

    OdpowiedzUsuń