piątek, 14 stycznia 2011

A zaś wiersz

Kolejny króciutki wiersz. Bardzo go lubię... został napisany ok. rok temu.
Interpretacja dowolna mimo, że pisałem go z pewną myślą... ;]
Zapraszam!




Ktoś nagle zgasił światło
I zapalił ciemność

Przechylił czarę dymu
I popatrzył ogniem

Poszedł w sześć stron świata
I powrócił w siódmą

Zasiadł w kole
I nikt Go nie witał





Zdjęcie pt. "błyskotliwa myśl"

czwartek, 13 stycznia 2011

"Cudzy NALEŚNIK"

Ten tekst niektórzy już znają, lecz zamieszczam dla szerszego grona ;]
Powstał ponad pół roku temu.
Miał być felietonem... ciekawe czy jest?
Zapraszam!

Cudzy NALEŚNIK

   Pewnego, pięknego dnia, po skończonych lekcjach jadłem sobie obiad w szkolnej stołówce. Sytuacja dosyć codzienna.
Jak zwykle, konsumowałem preferowane danie, no bo już gotowe, nie trzeba czekać i trochę tańsze niż te z obszernego menu. Owego dnia, był to NALEŚNIK. Gdy tak więc jadłem, przechodziły obok mnie dwie dziewczyny. Jedna z nich, popatrzyła dyskretnie na mój talerz, poczym szybko obróciła wzrok w stronę koleżanki i  triumfalnie stwierdziła „zjemy dziś naleśniki”.
Sytuacja stosunkowo prozaiczna, jednak obudziła we mnie Pytanie*: czy nasze decyzje, są naprawdę nasze?
Ktoś wymyślił naleśnika, nauczył jeszcze kogoś innego jak się go robi a ten inny następnego itd. Aż w końcu pojawił się jako danie dnia w mojej stołówce szkolnej, po to abym go wziął i nieświadomie dał pomysł na zjedzenie takiego samego dania jakiejś dziewczynie, która do niego przekonała jeszcze swoją koleżankę.
Zaraz potem usłyszałem pukanie kolejnego Pytania:
Czemu ja właściwie chodzę to tej szkoły? (gdzie w gruncie rzeczy znajduje się stołówka, w której jem)
Czy to dzięki mojemu kuzynowi, który tu uczęszczał? A może ma w tym zasługę bardzo przeze mnie szanowana i lubiana Polonistka z gimnazjum? Być może, dzięki wielu znajomym w szkole? Albo przez niechęć do zawodówek i techników, które ktoś we mnie zaszczepił?
Nagle załomotało bardzo głośno kolejne Pytanie! Miało ono długą siwą brodę i wiele zmarszczek.
Powiedziało z mlaśnięciem:
- A czy ty decydowałeś nad swoim przyjściem na świat?
No właśnie- szybko odpowiedziało- to się nie dziw, że na twoje życie i decyzje wpływają inni. Teraz, zdecyduj samodzielnie- powiedziało twardo- że ruszysz szybciej swoją własną ręką zjadając NALEŚNIKA i z drygiem pobiegniesz na przystanek. Bo ci bus ucieka!!!



* słowo „Pytanie” celowo napisane z wielkiej litery.



piątek, 7 stycznia 2011

Sąsiedzi

   W końcu wybrałem się na wystawę prof. Grzegorza Kołodki!
Byłem bardzo ciekaw jakie zdjęcia tegoż autora, tym razem zobaczę.
Tym razem- bo dwa lata temu byłem na „Świat jaki jest”.
A ciekaw – gdyż wtedy przyjąłem te fotografie dosyć chłodno…

[Autor to fotoamator, były minister finansów i wicepremier.]

  Wszedłem do Miejskiej Galerii Sztuki, z niemałym uprzedzeniem, lecz widząc pięknie zrobione plakaty reklamowe zacząłem się spodziewać, że obrazy mnie mile zaskoczą…
 
  Niestety już „tradycyjnie” zabrakło objaśnień do fotografii bez których oglądający nieco się gubi. W tym i ja, bo nie za bardzo zrozumiałem tytuł „Sąsiedzi”. Z racji tego, że zdjęcia zrobione zostały w różnych stronach świata, podejrzewam iż tytuł odnosił się do metafory „globalnej wioski”. Lecz nie jestem przekonany czy właśnie to zostało zaprezentowane na fotografiach… Ten „misz masz” zdjęć bardziej wprowadzał chaos.

 Dobra, pozrzędziłem. (Ach już lepiej…)
Teraz o samych obrazach.

  Trzeba przyznać, że poziom jest o niebo lepszy niż  przed rokiem!
Większość kadrów wydaje się przemyślana. Wszystkie dotyczą ludzi którzy są ujęci „błyskotliwie”. Widać że autor miał dobry kontakt z bohaterami zdjęć.
  Zrozumiałem też swój błąd w odbiorze fotografii Grzegorza Kołodki.
Należy je traktować jako dobrze opowiedziane wspomnienie z podróży, a nie zakładać- że jak wystawa- to musi być artystycznie.

Jestem już chyba za bardzo „przeżarty” zdjęciami z World Press Photo, Naionalu itp. :]

A zatem zapraszam wszystkich do oglądnięcia wystawy „Sąsiedzi” i dokonania własnej oceny. (trwa jeszcze do 13 stycznia)


No to chochoł! ;] 




'

poniedziałek, 3 stycznia 2011

"Płoną słowa płoną"

Dziś trochę bardziej poważnie. Co nie znaczy oczywiście że nudno. ;]
Próbuję pisać różne teksty. Przeplatam nimi jako koszem wikliny na maliny :D

Dobra. Koniec tego wstępu. Prezentuje wiesz... z kiedyś i dokończony dzisiaj.

No to do zorroczenia! (chyba coraz głupsze mam te pożegnania , muszę coś z tym zrobić :)   )

Ale do rzeczy.



"Płoną słowa płoną"


Płoną słowa płoną
Myśli świata chłoną
Księga ludzi cała gore
A odbicia duszy coraz bardziej chore


Szumi niemy wiatr w głośnym gaju
Nieopodal bard bez ust zatrzymał się na rozstaju
Stoi.
Stoi…

A słowa płoną i płoną
Razem z marzeń osłoną
Biblioteka pokoleń dymi
A echo cichnie między monumentami złymi

Cisza nagła
Jak piorun spadła


Półksiężyc amfiteatru z wolna odchodzi
Nie widząc popiołu powodzi 




niedziela, 2 stycznia 2011

Jedziem z tym śledziem!

  Co się działo w ostatni dzień roku?
Truizmem jest, że hawana party u Władka.
Ale co się działo wcześniej?
Aaa! No właśnie! Robiłem poświąteczne porządki...
Zawsze w święta robię porządki. Robię je na tzw. „bumeranga”. Czyli wysypuję wszystko z szaf, przeglądam, wyrzucam co trzeba i rzeczy wracają (ładnie je przy tym układam) na swój parking. Tego roku się to nie udało. 
  No i szarabach! Zostałem po świętach z wielkim grajdołem na środku pokoju! Lecz ostatni dzień roku stwierdziłem, że prędzej las wyrośnie bez drzew niż wejdę w nowy rok z takim bajzlem!

  Ale to nie jest tematem dzisiejszego wpisu. Gwoździem wpisu jest skutek uboczny poświątecznych porządków ;]

Podczas sprzątania, jak to zawsze bywa, robi się „na boku” różne rzeczy… a to się ogląda stare zdjęcia, a to uroni łzę nad walentynką z podstawówki (przykładowo rzecz jasna!) lub ogląda pamiątki z wakacji.
Mi wpadła w ręce pewna gazeta z przed roku i… zacząłem ją ciąć, targać. A z potarganych skrawków układać kolaż. I tak Powstało kilka zdjęć gazeto- foto-kolażu.
Proszę każdą sztukę traktować oddzielnie, a nie jak jakąś serię… czy coś!
Zapraszam! :)






































A sprzątanie osiągnęło swój cel ;]

PS 
A o hawana party u Władka też może... coś... kiedyś... :)


No to parapa pa!

sobota, 1 stycznia 2011

Hej ho!

  Nowy rok się zaczął. Wszyscy kupują kalendarze, robią postanowienia, remonty, zmieniają fryzurę, to i ja postanowiłem ruszyć z czymś nowym! Oto już jest! Mój nowy, świeży, piękny, pierwszy blog!
 Wypadało by wyjaśnić co się na nim będzie ukazywać, ano to co mi przyjdzie do głowy. Będzie i poważnie i niepoważnie, dziwnie i normalnie...
Np. nagle napiszę jakieś opowiadanie, opiszę ciekawy lub nudny dzień, swoje przemyślenia, pytania "egzystencjalne" albo zachce mi się wierszy pisać... kto wie...
Postaram się żeby nie było nudno, a jak będzie to cóż... tytuł nie zapowiada nic ambitnego więc nie czuję się jakoś zobowiązany... ;]

Pisać poprawnie też dobrze nie potrafię... ale postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy.


Jeszcze jedno sowo co do nazwy w linku. Jest to coś (ha ha nie powiem co!) w języku, lub raczej w dialekcie z wyspy Jap 9stopni 28' N i 138stopni 8' E państwo- Mikronezja.

Zapraszam!
No to nazrazie! ;]